Kinga Baranowska – himalaistka, zdobywczyni dziewięciu ośmiotysięczników. Na trzech z nich stanęła jako pierwsza Polka. Od kilku lat w międzynarodowym teamie sportowców Salewa. Wśród swoich nagród posiada tytuł Mistrza Mowy Polskiej.
Porozmawiamy o tym, co w górach i na nizinach. Na podsycenie apetytu zostawiam fragment naszej rozmowy sprzed lat.
W wywiadzie dla magazynu „Sens” himalaistka powiedziała m.in.: „Najważniejsza jest autentyczność. W górach nie można udawać. Tam wszystkie wyobrażenia o nas samych od razu upadają. Rozsypują się, bo mamy przed sobą coś większego. W codziennym życiu wydaje nam się, że nie mamy niczego, co byłoby silniejsze od nas. A tam patrzę 4 km w górę i myślę sobie: „Baranowska, teraz się przyznaj, jak się czujesz w tym momencie? Jak mocarz, zdobywca?”. Nie, czuję się maleńka w konfrontacji z naturą. Pokora zastępuje pychę. To jest bardzo autentyczne uznanie własnej słabości. Trzeba mieć świadomość, że wejdzie się na szczyt, kiedy to góra (a raczej natura i pogoda) na to „pozwolą”, tylko wtedy. I w tej ogromnej pokorze odnajduję wewnętrzną moc. Mam wrażenie, że tutaj rzadko doświadczamy takiego stanu. Ciągle siebie czymś „umacniamy” – kartą kredytową, stanowiskiem, czymś, co nam sztukuje różne braki i lęki. W górach trzeba – często bardzo boleśnie – skonfrontować się z nagą prawdą o sobie. Odrzucając te wszystkie dodatki, które nas tu na nizinach określają, robimy miejsce, by odnaleźć siebie samego”.